Witam.
To mój pierwszy blog na bloggerze, więc proszę o wyrozumiałość. Dopiero się z nim zapoznaje.
Jest całkowicie inny od oneta, jezu, trafiłam na obcą planetę.
Ale pomalutku, pomalutku wszystko sobie przyswoję.
Natomiast opowiadanie, które tutaj zamieściłam ma na celu przedstawienie historii Syriusza Oriona Blacka moimi oczami. Nic więcej. Jako jedna z wielu próbuje szczęścia w tejże tematyce. Z góry pragnę was uprzedzić, że mam wyjątkowo słomiany zapał i nie wiem, czy to opowiadanie poprowadzę długo.
Jednakże znając moją fascynację Huncwotami, może wytrzymam tu dłużej niż na innych blogach.
No, pozostaje pomarzyć.
Mam nadzieje, że prolog się wam spodoba. Wiem, że jest w swej prostocie niemal beznadziejny.
Proszę o krytykę, bezlitosne wbijanie mnie w asfalt i wytykanie wszelakich błędów.
Nie mam żadnej bety, przynajmniej chwilowo.
No i to by było na tyle.
Enjoy.
Starożytny może i jest,
jednak o szlachetności mógłbym podyskutować.
Nigdy, ale to
nigdy, nie wykazali się chodź odrobiną
szlachetności.
Byli opętani
nienawiścią, zaciemnieni niczym stado ciem, lecących w stronę światła.
Wszystko co złe,
wychodziło spod ich różdżki.
Jak śmiem zaburzać tą
idealnie wykreowaną, fałszywą wizję pytacie?
Co ja mogę o tym
wiedzieć?
Otóż wychowałem się w
ich domu.
Spędziłem tam całe
długie, ciągnące się w nieskończoność jedenaście lat.
Byłem świadkiem
wszystkiego, co działo się wśród tamtych ścian.
Nazywam się Syriusz
Orion Black i należę do tej zgrai wariatów.
Jestem czarną owcą w
rodzinie Blacków.